Historia Pojezierza Drawskiego
Szlaki, tajemnice, ciekawostki, legendy
Start
Wędrówki
Rozmaitości
Miejscowości
Pocztówki
Archiwalia
Prezentacje
Blog regionalisty
Księga gości
Kontakt, Informacja
Stawno - Radomyśl
Sikory Komorze - cz I
Sokory Komorze - cz II
Bobrowo - Lisi Dom
Wierzchowski Młyn ...
Majówka 2010 - II część
Baraki koło Ordensburga Krosino
Majówka 2010 - III część
Majówka 2010 - IV cześć
Siemczyno - Głęboczek
Rzepowo - Piaseczno
Złocieniec - Kańsko
Kańsko-Nieszczęśliwe Bagno
Wierzchowo - Wąsosz
Leśne opowieści
W drodze do Gronowa
Gronowskie opowieści
Nad dawną granicą
Między Starym i Nowym Worowem
Wędrówka w czasie ...
1. Pamiątki I wojny św.
2. Paniątki I wojny św.
Legendy na szlakach...
1. Pamiątki I wojny św.

Regionalne pamiątki I wojny światowej

CZEŚĆ PIERWSZA

 

Fragment książki „Ostatnie stulecie Falkenburga”

autorstwa J. Leszczełowskiego

 

Tym razem pragnę zaprosić czytelnika do udania się w podróż po Pojezierzu Drawskim celem wyszukania pamiątek I wojny światowej, które pozostały po dawnych mieszkańcach tego regionu. Niektóre z tych obiektów zajmują dość eksponowane miejsca we wsiach i miasteczkach, podczas gdy inne są dobrze ukryte i tylko dociekliwy obserwator potrafi je dostrzec. Pamiątki te przypominają o ofiarach nieludzkiej wojny, które musiały opuścić domowe pielesze, by znaleźć śmierć na obcej ziemi. Nie zapomnieli o nich najbliżsi i sąsiedzi, dając wyraz swojej rozpaczy w bardzo różnorodny sposób.

Czy powinniśmy jako Polacy oburzać się na widoczny ostatnio proces przywracania świetności dawnym pomniczkom poległych żołnierzy I wojny światowej? Moim zdaniem nie. Inaczej niż to ma miejsce w przypadku II wojny światowej, jej poprzedniczki nie można oceniać z punktu widzenia konfliktu polsko-niemieckiego. Ofiarami tej wojny byli prości żołnierze walczący w mundurach wszystkich skonfliktowanych stron. Polacy z Wielkopolski, Śląska i Pomorza zmuszeni byli walczyć w niemieckich mundurach. Na rzeź szli równie niechętnie jak ich niemieccy koledzy z zachodniopomorskich wsi i miasteczek. Bardzo możliwe, że nasi rodacy siedzieli skuleni w brudnych okopach razem z żołnierzami, których nazwiska widnieją na wiejskich pomniczkach Pojezierza Drawskiego.

 

 
Odnowione pomniki w Starej Studnicy i Żabinie.

 

Takich obelisków jest znacznie więcej. Nienaruszone miejsca pamięci o poległych mieszkańcach wsi odnajdziemy między innymi w Osieku, Żabinie, Starej Studnicy i Giżynie; te w Żabinie, Starej Studnicy i Lubieszewie zostały nawet odnowione w ostatnich latach. Pomniczki w Giżynie i Osieku znajdują się na honorowych miejscach na placach przykościelnych. Podobnie byłoby pewnie z pomnikiem w Żabinie, ale kościółek już nie istnieje. Inną typową lokalizacją jest stary cmentarz ewangelicki, jak to ma miejsce w Starej Studnicy. Na pomniczku w Osieku umieszczono trzydzieści nazwisk żołnierzy, a nieco wyżej krzyż maltański ozdobiony koroną cesarską, literą W (od imienia cesarza Wilhelma II) i datą 1914. Pod nazwiskami widnieje napis: Swoim poległym bohaterom wdzięczny Osiek. 1914 - 1918. Głównym elementem pomnika był granitowy kamień umieszczony na postumencie. Dzisiaj kamień stoi przed postumentem, jest zadbany i nierzadko leżą przed nim wiązanki kwiatów. Pomniczek w Starej Studnicy poświęcony jest dwudziestu sześciu poległym, obok nazwisk wyryto dokładne daty śmierci, a w górnej części umieszczono krzyż maltański, daty 1914-1918 i napis: Za króla i ojczyznę zmarli. Na samym dole napisano: Swoim bohaterom wdzięczna Stara Studnica.


 

Pomnik w Osieku w 1938 roku i obecnie.

 

Cechą charakterystyczną pomnika w Żabinie jest chronologiczne uporządkowanie nazwisk 43 poległych. Tradycyjnie nad nazwiskami umieszczono krzyż maltański i napis: W wojnie światowej umarli za ojczyznę, poniżej wyryto: Swoim poległym bohaterom wdzięczny Żabin oraz fragment wiersza Wezwanie Teodora Koernera z 1813 roku: Vergiß, mein Volk, die treuen Toten nicht (Nie zapomnij, mój narodzie, o wiernych zabitych). Chyba warto poświęcić kilka słów zupełnie nieznanemu w Polsce niemieckiemu autorowi wiersza. Teodor Koerner był dość znanym poetą, który w 1813 roku we Wrocławiu zaciągnął się do tak zwanego freikorpsu majora von Luetzowa. Ten ochotniczy oddział i inne mu podobne toczyły partyzancką wojnę przeciwko wojskom napoleońskim. Żeby uzyskać jednolite umundurowanie, członkowie freikorpsów czernili swoje cywilne ubrania. Dla ozdoby uniformy miały czerwone wyłogi i złote guziki - te trzy barwy złożyły się później na niemiecką flagę narodową. Tymczasem francuscy żołnierze nazywali partyzantów „czarnymi bandytami”. W szeregach freikopsu Koerner nie zaprzestał swojej twórczości. Stał się autorem wielu bojowych i patriotycznych pieśni. Przez pewien czas był nawet adiutantem von Luetzowa, a w jednej z potyczek został ranny, otrzymując cios szablą w głowę. W 1813 roku, według patriotycznej legendy, Koerner zginął podczas natarcia trafiony karabinową kulą w pierś. Po otrzymaniu postrzału miał powiedzieć: Oberwałem jeden raz, ale to nie szkodzi. Według innych źródeł zginął w sposób mniej bohaterski, w wypadku. W wierszu Wezwanie Koerner nawoływał do ozdobienia urny z prochami poległych bohaterów wieńcem z liści dębowych. Motyw takiego wieńca jest elementem graficznym wielu pomników poświęconych poległym w I wojnie światowej.

 

 

Kościół i pomnik w Giżynie. U góry: lata trzydzieste, u dołu: stan obecny.

 

Pomnik w Giżynie poświęcono 22 poległym żołnierzom, których listę otwiera właściciel miejscowego majątku ziemskiego - Bruno Neumann. Obok nazwisk umieszczono daty śmierci i stopnie wojskowe. Napis w górnej części brzmi: Bohaterom wojny światowej wdzięczne Giżyno. Za ojczyznę zmarli. Pod listą poległych napisano: Ich nazwiska zostaną poświęcone nieśmiertelności. 

Na placu kościelnym wzniesiono na niewielkim postumencie osobny krzyż poświęcony Brunonowi Neumannowi, który był właścicielem pałacu, posiadłości ziemskiej i patronem kościoła. Na ramionach krzyża napisano: Wierny do śmierci, a na postumencie wyryto: Bruno Neumann, właściciel rycerskiego majątku ziemskiego i kapitan. Urodzony 20 lutego 1860 roku. Zmarł 10 listopada 1918 roku. Wygląda na to, że Neumann zginął w ostatnim dniu wojny. A może zaginął na froncie i przyjęto taką symboliczną datę? Mój dziadek, który walczył w 1939 roku pod Kockiem, był uważany przez najbliższą rodzinę za zaginionego aż do 1947 roku. Po wojnie wystawiono mu nawet akt zgonu z datą śmierci 8 maja 1945 roku. Może podobnie uczyniono z Neumannem? Rodzina Neumanów przeżyła rok później następną tragedię, gdy w bardzo młodym wieku zmarł syn Brunona. Kamień pamiątkowy postawiono obok krzyża i wyryto na nim słowa żalu, że syn zbyt szybko ruszył śladami bohaterskiego ojca.

 

 
Pomniki Neumannów: ojca i syna. Po prawej: pomnik w Lubieszewie.

 

Inny los spotkał pomniki w Lubieszewie i Kosobudach. Ten pierwszy stał na placu przykościelnym jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku. Wtedy to zainteresował się nim jeden z miejscowych dygnitarzy, który w przypływie fałszywego patriotyzmu kazał przewrócić pomnik ciągnikiem i wyrzucić na śmietnisko. Miejscowy nauczyciel i znany działacz społeczny, Bruno Wienconek, opowiada, że po zdewastowaniu pomnika wieś odwiedzili smutni panowie spod znaku Służby Bezpieczeństwa. Esbecy zaniepokojeni byli incydentem, gdyż bali się reakcji zachodnioniemieckich mediów. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a pomnik ocalał dzięki panu Wienconkowi, który ustawił go w pobliżu pola namiotowego nad jeziorem Lubie, gdzie można go oglądać do dzisiaj. Lubieszewski pomnik upamiętnia długą listę zabitych w wojnie żołnierzy. Obok ich nazwisk umieszczono wizerunek miecza, natomiast po drugiej stronie pomnika widnieje wspaniały krzyż maltański otoczony wieńcem - w połowie z liści dębowych (według zaleceń T. Koernera), a w połowie z liści laurowych. Poniżej odczytać można napis: Swoim bohaterom poległym w wojnie światowej wdzięczne Lubieszewo oraz wiele mówiący cytat z Ewangelii wg św. Jana Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15,13). 

 

W Lubieszewie odnaleźć można jeszcze inny kamień, który przypomina o ofiarach I wojny światowej. Obelisk znajduje się w dawnym parku, na tyłach pałacu. Lubieszewski majątek ziemski należał przed wojną do państwa, będąc tak zwaną domeną państwa pruskiego. Dzierżawcą domeny był radca urzędowy Erich Koch, którego syn wyruszył na wojnę w 1914 i poległ w listopadzie tego samego roku. Zrozpaczeni rodzice ufundowali niewielki obelisk, który przypomina o śmierci młodzieńca. Napis na kamieniu brzmi: Dla upamiętnienia naszego syna Hansa Kocha, porucznika Pomorskiego Regimentu Grenadierów, poległego 4 listopada 1914 roku pod Whijtschnele. Dziwaczna nazwa miejscowości, w pobliżu której zginął młody Koch, wskazuje, że walczył na froncie wschodnim. Nazwę zapisano fonetycznie, prawdopodobnie miejscowość nazywała się: Wyjcznele. Poniżej umieszczono fragment wiersza Marsz strzelców Alberta Methfessela z 1813: Wer den Tod im heilgen Kaempfe fand, ruht auch in fremder Erde im Vaterland! (Kto znalazł śmierć w świętym boju, ten - nawet pochowany w obcej ziemi - spoczywa w kraju ojczystym!). Jest to kolejny przykład nawiązywania do tradycji walk antynapoleońskich na początku XIX wieku.

W dolnej części pomnika znajduje się wskazanie na znany nam fragment Ewangelii św. Jana. Wieść niesie, że ojciec Hansa, Erich, był przeciwnikiem Hitlera, za co zapłacił życiem. Nie potrafię zweryfikować tej informacji.

 

 
Pomnik poświęcony poległemu synowi dzierżawcy folwarku w Lubieszewie.

 

Dość zagadkowa historia związana jest z pomniczkiem z Kosobud, który również został usunięty z placu przykościelnego i rzucony na nielegalne śmietnisko na zachód od wsi. Śmieci zaczęto tam wyrzucać po pożarze cegielni Zieleniec w latach sześćdziesiątych. Informację tę uzyskałem od miejscowego nauczyciela, pana Krochmala, z którym udałem się na poszukiwanie obelisku. Niestety, bez rezultatu. Być może pomnik został przysypany zwałami nowych śmieci i gruzu. Przeszkodę stanowiła też bujna lipcowa roślinność. Spróbuję jeszcze raz zimą.

 


Nagrobek rosyjskiego jeńca wojennego w Kosobudach.

 

Na dość dobrze zachowanym starym kosobudzkim cmentarzu ewangelickim znajduje się ciekawy nagrobek rosyjskiego jeńca wojennego z czasów I wojny światowej. Czterdziestoletni Andrej Aleksadrow zmarł 26 lipca 1918 roku. Jak można przeczytać na tylnej ścianie nagrobka, tablicę ufundowali jego towarzysze broni - jeńcy z Rzęśnicy i Kosobud.

Warto wspomnieć, że w Kosobudach osiedlono wielu tak zwanych optantów, którzy nie chcieli się pogodzić z powrotem Wielkopolski do odradzającej się w wyniku I wojny światowej Rzeczpospolitej Polskiej i wybierali obywatelstwo niemieckie.

Do tej pory omawiałem pomniki, które zachowały swój pierwotny wygląd, a ich odnalezienie nie przysparza kłopotów. Przejdę teraz do innej kategorii obelisków poświęconych I wojnie światowej, które polscy mieszkańcy przekształcili w pomniki religijne. Przykładów jest wiele: Wierzchowo, Siemczyno, Łubowo, Łabędzie, Ostrowice i Zajezierze.

Zacznijmy od pomnika przy kościele w Ostrowicach. Pierwotnie zwieńczony był orłem i upamiętniał poległych w pierwszej wojnie światowej ostrowiczan. W 1948 Polacy usunęli orła, a na cokole ustawili figurę Matki Bożej Niepokalanej. Co nie jest już takie typowe, fakt przeprowadzenia tych zmian opisano na cokole dzisiejszego pomnika.

 

Pomnik w Ostrowicach dzisiaj i w okresie międzywojennym.

 

Dawny obelisk w Wierzchowie został znacznie skrócony, a na oryginalnym postumencie ustawiono figurę Jezusa Chrystusa. Oprócz kul na rogach postumentu na dawne przeznaczenie pomnika wskazują stylizowane wieńce z liści dębowych. Dawna lista poległych na bocznej ścianie postumentu została usunięta.

 

 
Pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej. Postument z czterema kamiennymi kulami w rogach stoi do dzisiaj.

 

 

Pomniki w Łubowie i Siemczynie.

 

Nazwisk poległych żołnierzy nie znajdziemy też na przerobionych pomnikach w Łubowie i Siemczynie. W Łubowie na starym postumencie ustawiono figurę Jezusa, a w Siemczynie - Matki Boskiej. Skąd wiadomo, że były to pomniki poświęcone ofiarom wielkiej wojny? Otóż uważny badacz odkryje dyskretne ślady: w górnej części postumentu siemczyńskiego pomnika można dostrzec krzyż maltański, a na obelisku w Łubowie zachowały się daty: 1914-1918.

 

 

Pomnik w Łabędziu.

 

W ostatnich latach dokonano renowacji pomnika przed kościołem w Łabędziu. Podobnie jak w Łubowie, na starym pomniku ustawiono figurę Najświętszej Marii Panny. W Łabędziu jednak nie usunięto starych napisów na postumencie, co pozwoliło odświeżyć je przed kilkoma laty. W taki sposób połączono pomnik religijny z pamięcią o poległych mieszkańcach wsi. Listę poległych otwiera właściciel majątku i pałacu w pobliskim Rynowie, Steffen von Borcke, który zmarł od poniesionych na wojnie ran. Osobliwością pomnika w Łabędziu jest podział ofiar wojny na trzy kategorie: polegli, zmarli wskutek odniesionych ran i zaginieni.  

 

 
Dwa pomniki w Zajezierzu. Fot. J. Leszczełowski.

 

Na małym placu w środku wsi Zajezierze ustawiono smukły pomnik, na jego starym postumencie stoi figura Matki Boskiej. Figura jest powojenna, natomiast postument należał do przedwojennego pomnika żołnierzy poległych w I wojnie światowej. Na ścianach postumentu można dostrzec ślady napisów z nazwiskami poległych żołnierzy, są już jednak nie do odczytania. Pomnik jest otoczony oryginalnym ogrodzeniem z ozdobnymi motywami wieńców laurowych, co również musiało być elementem przedwojennego monumentu. Nieopodal leży duży granitowy kamień o regularnych kształtach, na którym zachował się wizerunek niemieckiego hełmu z wieńcem z liści laurowych. Na kamieniu wyryto nazwiska dwóch poległych w 1915 roku żołnierzy. Trudno dziś rozstrzygnąć, czy był to postument innego pomnika.

Pamiątki wielkiej wojny mogą przybierać bardzo zróżnicowane formy, na przykład dzwonów kościelnych. W 1917 roku na Pomorzu przeprowadzono szeroko zakrojoną akcję przejmowania dzwonów kościelnych na potrzeby wojenne. Był to efekt braku surowców i zarządzenia władz państwowych z 1 marca 1917, które zobowiązywało władze komunalne do przeprowadzenia takiej akcji. Co ciekawe, konfiskowano również cynowe dekle od piwnych kufli oraz organizowano dobrowolną zbiórkę innych przedmiotów z cyny. Przekazywanie dzwonów odbywało się bardzo uroczyście, dzwony przystrojone były zwykle w wieńce z liści dębowych, a ludność dawała wyraz swoim patriotycznym uczuciom. Nie zmienia to faktu, że ofiarą wojny padały w ten sposób najcenniejsze zabytki kultury. Po nastaniu pokoju odlewano nowe dzwony, które zastępowały te stare, „przetopione na armaty”. Stawały się one niekiedy oryginalnymi pomnikami poległych żołnierzy. Tak stało się między innymi w Dalewie i Czaplinku.

Kiedy wybuchła I wojna światowa, na front ruszył porucznik 3 Regimentu Ułanów Gwardii: Karol Georg von Knebel-Doeberitz z majątku ziemskiego w Dalewie. Walczył na froncie wschodnim, gdzie pod dalekim Jarosławiem 15 maja 1915 roku dopadła go śmierć. W 1917 roku dalewianie ofiarowali na potrzeby wojenne stary dzwon kościelny. Po zakończeniu działań wojennych brat poległego, Sixtus von Knebel-Doeberitz, ufundował nowy dzwon, który upamiętnia poległego porucznika i jego śmierć w służbie ojczyzny. Dzwon wisi do dziś w niewielkiej drewnianej dzwonnicy, a na jego czaszy możemy odczytać napis:

 

Pan uczyni nas wolnymi.

W ciężkim powojennym czasie ufundowany

przez Sixtusa von Knebel-Doeberitza – patrona kościoła dalewskiego,

 w zamian za dzwon poświęcony ojczyźnie w wojnie światowej.

Ku pamięci mojego brata, Karola Georga von Knebel–Doeberitza,

który poległ za Cesarza i Rzeszę 15 maja 1915 roku.

 


Dzwon-pomnik w Dalewie. Fot. M. Leszczełowski.

 

Dzięki pomocy pana Grzegorza Hrynkiewicza z Suliszewa – pasjonata regionalnej historii – dotarłem do starego cmentarza mieszkańców Dalewa. Odnaleźć tam można zdewastowany grobowiec Karola Georga. Po złożeniu rozrzuconych elementów nagrobka można pokusić się o odtworzenie części inskrypcji:

 

Karol Georg von Knebel-Doeberitz, porucznik rezerwy 3 pułku regimentu ułanów, urodzony 26. 02. 1882 roku w Szczecinie, zginął 15. 05. 1915 roku pod Jarosławiem jako dowódca kompanii… regimentu gwardyjskiego…

  

W zaroślach kryje się wiele dziewiętnastowiecznych krzyży, wśród których wznoszą się ruiny kamiennej kapliczki. Kiedy patrzyłem na te kilkadziesiąt ciężkich żeliwnych krzyży, rosła we mnie obawa, że kiedyś dotrą tutaj ludzie poszukujący złomu. Takiego spustoszenia dokonali w ostatnich latach na cmentarzu w Kosobudach…

 

Nagrobek Karola Georga von Knebel-Doeberitza. Fot. G. Hrynkiewicz.

 

Sixtus był właścicielem majątku do 1945 roku. Zginął wiosną 1945 roku, prawdopodobnie z rąk nacierających Rosjan.


 

Dzwony na podwórzu kościoła w Czaplinku. Pierwszy z lewej dzwon-pomnik. Fot. J. Leszczełowski.

 

Ciekawą historię ma jeden z dzwonów znajdujących się na podwórzu kościoła pod wezwaniem Świętej Trójcy w Czaplinku. Dzwon jest w istocie pomnikiem, upamiętniającym stu dziewięćdziesięciu poległych w I wojnie światowej czaplinian. Na jego czaszy widnieje napis:

 

Ten dzwon został ufundowany przez gminę ewangelicką w Czaplinku w miejsce małego dzwonu, który został poświęcony ojczyźnie w czasie wojny światowej, aby utrwalić pamięć 190 poległych za ojczyznę w tej wielkiej wojnie członków gminy, jako ostrzeżenie dla żyjących.

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Bądź wiernym aż do śmierci, a dam ci Koronę Żywota.

Objawienie Jana Apostoła 2/10, Ewangelia św. Jana 15/13

 

Jak widać, z małego Czaplinka poległo więcej żołnierzy niż ze znacznie ludniejszego Złocieńca.

W kościele Świętej Trójcy znajdowała się również marmurowa tablica pamiątkowa poświęcona poległym. Dzisiaj jest ona eksponatem w czaplineckiej izbie muzealnej. Podobnie musiały wyglądać wspomniane powyżej tablice w złocienieckim kościele. Nad listą poległych znajduje się krzyż maltański z cesarską koroną, literą W i datą 1914. Krzyż otoczono wieńcem z dębowych liści. Napis brzmi: Honorowa tablica bohaterom poległym w wojnie światowej z Czaplinka, poniżej wyryto osiem nazwisk poległych żołnierzy z Czaplinka i jedno nazwisko poległego żołnierza z Będlina (Neuhof). Ten ostatni musiał być Polakiem, gdyż nazywał się Stanisław Czerwiński. Jeden czaplineckich żołnierzy nazywał się Johann Roschinski, inny natomiast miał polskie imię Kasimir. Dlaczego umieszczono tu nazwiska właśnie tych dziewięciu żołnierzy? Nasuwa się przypuszczenie, że tablica poświęcona była katolickim mieszkańcom miasteczka. Wśród katolików dawnego starostwa drahimskiego było na pewno wielu Polaków lub osób o polskich korzeniach.

 

 

Tablica pamiątkowa w muzeum w Czaplinku.

 

Paradoksalnie - śladem I wojny światowej może być również brak dzwonu, który został oddany na potrzeby wojenne. Podczas zwiedzania dzwonnic wiejskich kościółków wyraźnie można zobaczyć skutki takich akcji. W miasteczkach stare dzwony zostały zastąpione nowymi, natomiast w mniejszych miejscowościach z reguły puste miejsca po „zmobilizowanych” dzwonach zostały do dziś.

W dużej wsi Ostrowice brak dzwonu uzupełniono stosunkowo szybko. Na dzwonnicy ostrowickiego kościoła zawieszono przed wiekami dwa dzwony odlane w 1732 i w 1737 roku przez kołobrzeskiego ludwisarza Johana Heinricha Scheela. Dzwon z 1737 roku został oddany na potrzeby wojenne. Już w 1924 roku odlano nowy. Pobliskie Chlebowo nie miało tyle szczęścia i w starej drewnianej dzwonnicy wisi smutno jeden niewielki dzwon. Zostało puste miejsce po drugim. Idąc dalej zachodnim brzegiem jeziora Siecino dotrzemy do Cieszyna, gdzie w wysokiej drewnianej wieży kościelnej wisi piękny dziewiętnastowieczny dzwon, ufundowany przez Luizę von Koschnitzką. Kiedyś musiały tu być dwa dzwony, gdyż na drewnianej podłodze leży porzucone drewniane łoże.

 


Łoże po drugim dzwonie w Cieszynie.

 

Leżąca na południe od Złocieńca wieś Osiek nigdy nie miała szczęścia do swoich dzwonów. W 1657 roku zabrali je jako łup wojenny polscy żołnierze Stefana Czarnieckiego. Wkrótce uzupełniono tę stratę, odlewając dwa nowe. Dopiero w 1917 roku większy oddano na potrzeby wojenne, dlatego dzisiaj w wieży kościelnej można zobaczyć tylko jeden, za to bardzo piękny, siedemnastowieczny dzwon, ufundowany przez Filipa von Borcke ze Złocieńca.

Pojedyncze dzwony i puste łoża możemy zobaczyć również w Stawnie, Wierzchowie i Lubieszewie.

 

Puste łoże w dzwonnicy kościoła w Lubieszewie.